Moja misja? Być i kochać.

Jadę na misję do Zambii. Jak to się stało? Dlaczego podjęłam taką decyzję? O tym poniżej.

 

Pierwsza myśl o tym by pojechać gdzieś daleko, gdzieś gdzie jest bieda, analfabetyzm i choroby pojawiła się kiedy byłam jeszcze w liceum. Nie wiem skąd i dlaczego przyszła. Może było to natchnienie Ducha Świętego? Zaczęłam szukać w sieci informacji na temat wolontariatu misyjnego i trafiłam na stronę Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego z Krakowa. Oczywiście zaraz chciałam rozpocząć formację, ale jednym z wymogów była pełnoletniość, której jeszcze wtedy nie osiągnęłam. Musiałam odłożyć w czasie swoje misyjne pragnienie. A może po prostu musiało ono dojrzeć?

 

Studenckie życie i klasztor

 

Wkrótce potem zdałam maturę i poszłam na studia. Rozpoczęłam stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Wrocławskim. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Nowe miejsce, samodzielność, nowi ludzie i wyzwania. Czułam się wspaniale! Zamieszkałam w akademiku u sióstr Urszulanek przy placu bp. Nankiera. Początkowo pomysł mieszkania w klasztorze nie przypadł mi do gustu. Był to pomysł mojego taty. Byłam temu przeciwna i buntowałam się. Teraz, po czasie zrozumiałam, że zwyczajnie martwił się o mnie i chciał bym była bezpieczna. Wyznał mi, że w dzień kiedy przywieźli mnie z mamą do Wrocławia, poszedł pomodlić się do klasztornej kaplicy i po raz kolejny ofiarował mnie i moje studia Bogu. Zdecydowanie Bóg to najlepszy Ochroniarz.

Niestety, na studiach spotkałam się też z mniej dobrymi rzeczami. Ze zjawiskiem “wyścigu szczurów” – niezdrową rywalizacją o to kto ma stypendium za średnią a kto nie, o to czy dostąpiło się “zaszczytu” zwolnienia z kolokwium lub egzaminu czy nie. Udzielałam się krótko w samorządzie, potem w kole naukowym – cóż…mogę powiedzieć z czystym sercem, że dzięki Bogu moja moralność przetrwała tę próbę. Nie pociągały mnie imprezy “pokonferencyjne” organizowane za pieniądze Uniwersytetu, czułam gdzieś pod skórą, że to nie fair. Swoje kroki skierowałam do usytuowanej po sąsiedzku Maciejówki – duszpasterstwa akademickiego, w którym przeżyłam chyba najlepsze rekolekcje w życiu i poznałam wielu, naprawdę wartościowych ludzi. (serdecznie polecam: maciejowka.org)

Wielu wspaniałych i mądrych ludzi poznałam także w Klubie Jagiellońskim. Najpierw we wrocławskim oddziale Organizacji, później w całej Polsce.(Klub Jagielloński to ludzie, którym naprawdę zależy na Polsce i Polakach: kj.org.pl)

Te dwa środowiska bardzo wpłynęły na mnie i moje życiowe decyzje.

Na trzecim roku, na jednych z zajęć na temat bezpieczeństwa i dyplomacji prewencyjnej, pan doktor zapoznał nas z filmem biograficznym na temat wydarzeń, które miały miejsce w 1994 roku w Rwandzie. Ten film poruszył najgłębsze tkanki mojego serca. I wtedy, jak bumerang myśl o misjach powróciła. Postanowiłam skończyć studia i wyruszyć.

 

Ile i jak kochasz?

 

Zamknij na chwilę oczy i spróbuj wyobrazić sobie, że za parę godzin umrzesz. Co czujesz? Smutek? Strach? Radość? Tęsknotę? Spróbuj nazwać te uczucia. Za parę dni będzie Twój pogrzeb…jak myślisz kto przyjdzie? Jak będą wspominać Cię Twoi bliscy, przyjaciele i znajomi?

Ktoś powie, że to depresyjna wizja, ale moim zdaniem jest idealnie refleksyjna. Może nie do końca pasuje na ostatnie dni wakacji, a może przeciwnie, jest w sam raz?

Nie ma na celu Cię zdołować, ale zmotywować do tego żeby BYĆ obecnym i kochać. Co prawda niedoskonale, ale przecież tylko Bóg jest doskonały.

Dotarło do mnie, że po śmierci Bóg nie zapyta mnie o to czy miałam stypendium, czwórki czy piątki w indeksie i ile referatów napisałam. Zapyta się mnie o to ile i jak kochałam. Może to brzmi banalnie, ale czasami zapominamy właśnie o tych najbanalniejszych i najbardziej oczywistych rzeczach. Trzeba sobie o nich regularnie przypominać.

 

Czas przygotowań

 

Rok temu, we wrześniu rozpoczęłam formację w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie. Dlaczego tam skoro we Wrocławiu również są Salezjanie? Mój brat także postanowił rozpocząć formację i wybrał ten Ośrodek. Ufam, że mój wybór to prowadzenie Ducha Świętego. Bardzo się cieszę, że mogłam przeżywać czas formacji w towarzystwie kogoś tak bliskiego jak brat. Formacja trwała dziewięć miesięcy i cały jej przebieg można było śledzić na stronie misjesalezjanie.pl. Wkrótce napiszę o moich osobistych wrażeniach i przeżyciach z czasu formacji. A teraz… Idziemy i kochamy!

 

Dodaj komentarz