Pierwsze kroki na Czarnym Lądzie

3 września, 10:00 Rybnik –> 14:00 Salezjański Ośrodek Misyjny –> 17:00 Okęcie –> 21:20 Frankfurt –> 4 września, 06:00 Addis Ababa –> 13:00 Lusaka –> 16:00 City of Hope

Na Okęciu

Moja podróż do Zambii rozpoczęła się w Rybniku. Rodzice wraz z babcią postanowili odstawić mnie na lotnisko w Warszawie. Podróż minęła szybko, ale to był dopiero pierwszy etap. W Salezjańskim Ośrodku Misyjnym jeszcze wspólnie uczestniliśmy w Mszy Świętej,po czym udaliśmy się na lotnisko. Odprawa, zdjęcia, uściski i całusy. Wzruszenia mniejsze i większe. Pożegnaniom nie było końca…zdjęciom zresztą też, ale cierpliwie pozowałyśmy :).
Do zobaczenia za rok. Czym jest rok w obliczu całego życia? A czym w obliczu wieczności?

     Razem z Eweliną, Anią i Żanetą przeszłyśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, podeszłyśmy pod naszą bramkę i okazało się, że nasz samolot do Frankfurtu jest opóźniony ok. 30 minut. Niby nie dużo, ale już zaczęłyśmy się martwić. Oczywiście niepotrzebnie. Bóg się zatroszczy. Czekał nas wieczorny jogging na lotnisku we Frankfurcie, ale zdążyłyśmy na samolot do Addis Ababy. Leciałyśmy ok. 6 godzin śledząc wytrwale trasę lotu live na wyświetlaczach przed każdym siedzeniem. Widziałyśmy naszą aktualną prędkość, wysokość i temperaturę powietrza na zewnątrz. Ile ekscytacji to wywoływało! Pierwsze kroki w Afryce postawiłyśmy na etiopskiej ziemi i pierwszym miejscem do którego się udałyśmy była toaleta. Lotnisko w Addis Ababie było duże, ale w standardzie nie przypominało tych europejskich. Tak samo jak wspomniane toalety.
Kolejny etap podróży zaowocował ciekawym spotkaniem.

“Co On zaczął będzie kontynuował. Ufajcie”

Byłyśmy w samolocie do Lusaki. Ostatni pasażerowie odnajdywali swoje miejsca. Wraz z Anią spostrzegłyśmy siostrę zmierzającą w naszym kierunku. “Zobaczycie jeszcze usiądzie obok nas” – powiedziała Ania. Tak też się stało. Siostra okazała się Polką ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek, pracującą w sierocińcu w Katondwe na wschodzie Zambii. Opowiadałyśmy jej o naszych przemyśleniach i obawach. Na to wszystko siostra Edyta miała tylko jedną odpowiedź: Ufajcie. Nie znalazłyśmy się tu przypadkiem bo to Bóg nas prowadzi i to On się o nas zatroszczy.

Lusaka welcome to

Wylądowałyśmy. W kolejce po wizę poznałyśmy siostrę generalną Salezjanek, która również przyjechała do City of Hope. Z okazji jej wizyty już na lotnisku rozpoczęły się śpiewy i tańce. Oprawę artystyczną zapewniły wychowanki z City. Siostry czekające na lotnisku zaczęły witać i ściskać również nas. Te niezwykle ciepłe przyjęcie od razu wywołało u mnie wzruszenie. Po powitaniu załadowałyśmy bagaże i siebie na pakę samochodu po czym ruszyliśmy. Tak, to prawda, razem z Eweliną jechałyśmy na pace razem z naszymi walizkami bo samochód był pełen. Pierwsza przejażdżka w Zambii, wiatr we włosach i zupełnie inne krajobrazy.

Stoisko z owocami i warzywami przed City of Hope
Stoisko z owocami i warzywami przed City of Hope

Bóg się zatroszczy

Dotarłyśmy do City of Hope. Ania z Żanetą przez najbliższy rok będą tu pracowały z dziećmi i młodzieżą. Ja z Eweliną miałyśmy ruszyć dalej, do Mansy. Jednak jak się okazało autobus do Mansy jedzie o 4 rano i musimy mieć kupiony bilet wieczór wcześniej. Dlatego musiałyśmy zostać dzień dłużej w Lusace. Wieczorem odwiedził nas znajomy ksiądz Ani, salwatorianin ks. Paweł Fiącek, który pracuje w wiosce ok. 40 km od Lusaki. Jak się okazało ks. Paweł jest autorem książki, którą kiedyś dałam mojemu bratu w prezencie. Książka nosi tytuł: “Skok na głęboką wodę. Przepis na wolontariusza misyjnego”. Było to parę lat temu, a teraz jestem na misji w Zambii, a mój brat w Namugongo w Ugandzie. Jeszcze bardziej dotarło do mnie, że wszystkie “przypadki” to po prostu logika Pana Boga. Ksiądz Paweł zorganizował dla nas zambijskie karty do telefonów, co bardzo ułatwiło nam komunikację z siostrami i bliskimi. Kolejnego dnia dowiedziałyśmy się, że siostra z Mansy przyjeżdża do Lusaki, więc będziemy mogły razem z nią jechać na naszą placówkę. Od razu zrobiło nam się lżej na sercach bo do Mansy mamy ok. 750 km, a z siostrą jak wiadomo raźniej. Pan Bóg stawia na naszej drodze wspaniałe osoby, przez które troszczy się o nas jak najlepszy Ojciec.

 

Afrykańskie zachody słońca

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się wiec zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.
Mt 6, 31-34

 

Brama w City of Hope w Lusace

3 myśli na temat “Pierwsze kroki na Czarnym Lądzie

  1. Dlaczego nie ma mnie tam z Tobą? 😊Logika Pana Boga jest wspaniała. Właśnie potrzebowałam tego słowa na dzisiaj „Ufajcie”.

Pozostaw odpowiedź Grzegorz Olkiewicz Anuluj pisanie odpowiedzi