Gdzieś po drugiej stronie równika…

Dzisiaj chcę podzielić się swoimi pierwszymi wrażeniami i obserwacjami. Te parę dni tutaj to duże emocje. Zachwyt pomieszany z zadziwieniem i niezrozumieniem. Inna kultura, ludzie, zachowania. Inny klimat, rośliny i jedzenie.

Kiedy wyszłam z samolotu pierwsze co mnie uderzyło to bardzo ciepły i suchy wiatr. Nic zresztą dziwnego, teraz w Zambii jest pora sucha. Jest upalnie, a wilgotność powietrza oscyluje w okolicach 40% (średnia od września do października, w dzień wilgotność spada nawet do 25%, w Polsce latem średnia wilgotność to 70-80%). Dzięki temu nie odczuwa się duchoty i takiej „ciężkości” powietrza, ale za to bardzo wysusza się nos i oczy.
Dużym plusem pory suchej jest niewielka ilość komarów, chociaż w Lusace czy to w porze suchej czy wilgotnej komarów jest mniej niż np. w Mansie do której docelowo zmierzam. Lusaka jest położona na wyżynie ok. 1252 m.n.p.m co sprzyja mniejszej populacji komarów. Cały kraj w porze suchej jest spalony słońcem. Trawy nie są zielone, a na drzewach są wyschnięte liście. Właśnie drzewa bardzo mnie zaskoczyły.
Można spotkać takie bez liści, ale z pięknymi fioletowymi kwiatami. Zresztą jak zauważyłam kwiaty, w przeciwieństwie do innej roślinności mają się tu całkiem świetnie.


Kolejną nową rzeczą jest sposób poruszania się tutejszych ludzi. W skrócie: chodzą jak chcą i nie ma problemu, że ich drogę przecina ruchliwa ulica. Dodam, że populacja Lusaki to około 3 miliony ludzi, ale generalnie nikt nie ma pewności. W Zambii obowiązuje ruch lewostronny także całościowy obraz wygląda dosyć chaotycznie. Jak w każdym dużym mieście są też korki. Zauważyłam, że kiedy jedziemy z kierowcą z City of Hope Justinem, zawsze kiedy stajemy w korku, lub na światłach on blokuje drzwi. To dlatego, że jest tu bardzo powszechne coś w rodzaju handlu ulicznego. Można kupić chyba wszystko. Zdrapki z doładowaniami do telefonów, mapy ścienne, papier toaletowy, wodę i inne napoje, kołpaki, koła do rowerów, a także przedmioty, których przeznaczenie jest mi zupełnie obce. I to wszystko bez wychodzenia z samochodu. W ofercie jest także mycie szyb. Często zdarza się, że podchodzą dzieci prosząc o coś do jedzenia. To jeden z trudniejszych widoków.

Średnia dzienna płaca większości Zambijczyków to ok. 30 kwacha, czyli jakieś 3$. Łatwo przeliczyć sobie ile to polskich złotych, a żywność w tutejszych marketach jest w cenach zbliżonych do naszych polskich, a ceny niektórych produktów są nawet wyższe.

zwierzęta w City of Hope

Miesięczne utrzymanie dziecka w szkole kosztuje 100 kwacha czyli 10$, na nasze to niecałe 40 zł. Dodam, że w Zambii nie jest tak, jak w Polsce, że są szkoły państwowe. Co prawda jakieś tam są, ale i tak trzeba płacić. Dużo szkół prowadzą właśnie siostry albo księża i naturalnym jest, że zatrudniając nauczycieli chcą im godnie zapłacić. Myślę, że jest to dobre miejsce by wspomnieć o ważnym projekcie realizowanym przez Salezjański Ośrodek Misyjny. Jest nim Adopcja na Odległość.

City of Hope

40 zł – ile to jest dla Ciebie? Jedno wyjście do kina? 5 piw? Obiad na mieście? Nowa książka? A dla jednego dziecka w Programie jest to cały MIESIĄC nauki.
Zachęcam do zapoznania się z Programem i odsyłam na stronę: misjesalezjanie.pl/adopcja-na-odleglosc/

Papaja

 

Życie to przed wszystkim wezwanie do miłości, dobra i bezinteresowności (ks. Janusz Stanisław Pasierb)


Dodaj komentarz